Laureatka plebiscytu mieszka wraz z rodzicami, Małgorzatą Neugebauer i Mirosławem Krawczykiem, na osiedlu Pogorzelec. Michalina urodziła się 23 stycznia o godz. 8.46 w kozielskim szpitalu. W chwili przyjścia na świat ważyła 3,62 kg i mierzyła 54 cm wzrostu. Dziewczynka zdrowo rośnie i obecnie waży 5 kg i mierzy 62 cm.
- Michalinka jest spokojnym i radosnym dzieckiem. Lubi chodzić na wspólne spacery, podróżować samochodem i słuchać muzyki. Poza tym dużo się uśmiecha i jest bardzo towarzyska. Uwielbia się przytulać, kąpać i spać - opowiada Małgorzata.
Świeżo upieczeni rodzice darzą córkę miłością bezwarunkową. - Kochamy ją za to, że po prostu jest z nami, i daje nam to wielką radość w życiu. Jest naszym największym szczęściem i spełnieniem marzeń - przyznaje mama Michaliny i wspomina, że męża poznała w grudniu 2022 roku podczas domówki u wspólnych znajomych. - Często pisaliśmy ze sobą i rozmawialiśmy godzinami przez telefon. Mirek pochodzi z okolic Częstochowy, a ja studiowałam niestacjonarnie w Sosnowcu. Praktycznie co weekend bywałam na Śląsku w jego rejonach. Spotykaliśmy się i spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. On też przyjeżdżał do mnie. Zakochaliśmy się w sobie. Stwierdziliśmy oboje, że chcielibyśmy ze sobą zamieszkać, lecz to nie było takie proste, ponieważ ktoś z nas musiał rzucić tak naprawdę wszystko. I to uczynił Mirek - podkreśla Małgorzata.
Prezent w pudełeczku
W marcu 2024 roku para zamieszkała razem w Kędzierzynie-Koźlu. Przeprowadzka wiązała się dla Mirka ze zmianą pracy, ale nie stanowiło to dla niego większego problemu. - Już drugi raz zmieniam pracę. Ale jest OK. Cieszę się, mam Małgorzatę i Michalinkę. Wiadomo, trzeba pracować, ale nie jest tak, że myślę tylko o pracy - przyznaje Mirosław.
Zaraz po wspólnym zamieszkaniu para podjęła ważną decyzję - chcieli zostać rodzicami. W niespełna miesiąc później już się cieszyli. - Mirek kupił test ciążowy i powiedział, że zrobimy go, jak wróci z pracy wieczorem. Ja skończyłam pracę szybciej z powodu gorszego samopoczucia; nie wytrzymałam i zrobiłam test sama. Gdy przyszedł do domu, powiedziałam, że mam dla niego prezent - wspomina Małgorzata.
Mirek otrzymał pudełeczko, a w nim pozytywny test ciążowy. - Wziął mnie na ręce, a później przytulił. Ja się popłakałam, nie wierzyłam, że się tak szybko udało, więc czekałam na potwierdzenie ciąży przez lekarza. Od razu na pierwszej wizycie lekarz pokazał mi bijące serduszko. I to był cudowny moment, którego nigdy nie zapomnę. Wtedy dopiero to do mnie dotarło tak na sto procent, że będziemy rodzicami. I wtedy dopiero też powiedzieliśmy o tym moim rodzicom. Tylko w inny sposób niż tradycyjny, ponieważ zamówiliśmy zdrapkę, która wyglądała jak taka zwykła z Lotto, i kazaliśmy im drapać. Wydrapali napis: „miliona nie ma, ale będzie wnuczka lub wnuczek”, bo wtedy jeszcze nie znaliśmy płci. I znów popłynęły łzy szczęścia, gdy mogliśmy podzielić się z bliskimi tak wspaniałą nowiną - opowiada Małgorzata.
24 września zorganizowali imprezę, na której ujawnili płeć dziecka. Gosia z Mirkiem chcieli, aby moment był dla wszystkich niespodzianką, ale zanim ustalili to z lekarzem, ten w trakcie badania USG oznajmił: „To dziewczynka!”. Choć niespodzianka nie wyszła tak, jak planowali, postanowili zachować to w tajemnicy przed resztą rodziny. Przygotowali specjalny balon, z którego po przekłuciu wysypało się różowe konfetti - i już wszyscy wiedzieli, że na świat przyjdzie dziewczynka.
Przyszła mama skorzystała z zajęć w szkole rodzenia, które okazały się bardzo pomocne. Zdobyła wiedzę na temat porodu, opieki nad noworodkiem oraz jego pielęgnacji.
- Bardzo polecam szkołę rodzenia każdej przyszłej mamie. To nie tylko teoria, ale mnóstwo praktycznych wskazówek, które naprawdę się przydają. Były tam też inne kobiety, z którymi można było wymienić się doświadczeniami i obawami. Poznałam tam wiele fajnych dziewczyn - wspomina Małgorzata.
Dodatkowym wsparciem były zajęcia z jogi dla kobiet w ciąży, prowadzone w ramach kursu w szkole rodzenia. - Joga była super. Prowadziła ją młoda instruktorka, spotykaliśmy się na zajęciach co jakiś czas. To nie były intensywne ćwiczenia, tylko delikatne rozciąganie, relaksacja i nauka oddechu, co bardzo pomagało w ciąży - mówi świeżo upieczona mama.
Michalinka, wymarzona córeczka Gosi i Mirka, przyszła na świat w 37. tygodniu przez cesarskie cięcie. - Był to zdecydowanie najpiękniejszy dzień naszego życia. Nasz owoc miłości. Misia urodziła się 23 stycznia i otrzymała w dniu porodu 10 punktów w skali Apgar - opowiada Małgorzata.
Wyjątkowa chwila
Narodziny Michaliny były pełne wzruszeń zarówno dla świeżo upieczonych rodziców, jak i ich bliskich, którzy czekali na ten dzień z niecierpliwością. Małgorzata wspomina, że pielęgniarka, która pomagała przy porodzie, zgodziła się, aby przejść głównym holem szpitala, gdzie na małą czekali już dziadkowie, ciocia i reszta rodziny. - Myślałam, że tylko pomacham im chwilę i wyjdziemy, ale pielęgniarka się zatrzymała. Dzięki temu babcia, dziadek i ciocia mogli się z małą przywitać i chwilę z nią pobyć. Było tam wtedy pełno ludzi – pacjentów, studentów i personelu, a mimo to atmosfera była niesamowita - wspomina.
To była chwila, której nikt się nie spodziewał - dla wielu osób obecnych na miejscu było to tak poruszające, że nie kryły łez wzruszenia. - Mama później mi opowiadała, że połowa osób płakała. Ja tego nie widziałam, bo byłam w szoku, trzymałam małą i nie do końca jeszcze do mnie docierało, co się dzieje. Ale później wszyscy mówili, że to było niesamowite przeżycie - dodaje nasza rozmówczyni.
Michalina urodziła się tuż po Dniu Babci i Dziadka. - To ich spóźniony prezent. Od początku czułam, że to będzie dziewczynka. Razem wybraliśmy imię, które zaczyna się na M, jak nasze imiona. Z biegiem czasu uważamy, że idealnie do niej pasuje - uważa Małgorzata.
Rodzice Michaliny są szczęśliwi i czerpią mnóstwo radości z posiadania ukochanej córeczki. W przyszłości chcieliby zmienić mieszkanie na większe. Michalina szybko skradła serce Mirka, który zasypuje ją prezentami, a na Dzień Kobiet kupił jej piękną różę. Mężczyzna przyznaje, że Michalina to prawdziwa „córunia tatunia”.
- Choć bycie rodzicem nie należy do prostych, to czujemy się spełnieni i uważamy, że to piękna rola w życiu. Mieć rodzinę to coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze. Jesteśmy szczęśliwi, że ją mamy, i bardzo ją kochamy - przyznają zgodnie rodzice.
Napisz komentarz
Komentarze