Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu
Gazeta Lokalna Kedzierzyn Kozle:Na zawsze wierni Chemicy!
Chemik Kędzierzyn-Koźle to klub z wielkimi tradycjami. Choć piłka nożna nigdy nie była w nim sztandarową dyscypliną, to na mecze w drugiej, a później w niższych ligach, przychodziły tłumy. Pod koniec lat 80. przy drużynie zawiązał się nieformalny klub kibica. Kilka lat temu drużynę wycofano z rozgrywek. Kibice jednak pozostali i to oni reaktywowali drużynę , która dziś gra w B klasie. Dziś wiele osób uważa, że Chemicy są chuliganami, szukającymi zaczepki… Stereotyp czy niewiedza?

Chemik powstał z połączenia dwóch Unii – kędzierzyńskiej i blachowiańskiej. Futbol nigdy nie był oczkiem w głowie włodarzy klubu. Wyżej stały chociażby siatkówka czy lekka atletyka. Po rozpadzie Chemika sekcję siatkówki uratował Mostostal. Z kolei drużyna piłki nożnej w czerwcu 1999 roku, po spadku do ligi okręgowej, została definitywnie rozwiązana. Miejsce Chemika w lidze przejął MEC Sławięcice. Z roku na rok futbol w Kędzierzynie-Koźlu miał się gorzej. Z wyjątkiem jednego sezonu MEC-u Sławięcice w III lidze w minionej dekadzie, kibice piki nożnej skazani byli oglądanie rozgrywek powiatowych. W zależności od tego, jaka była kondycja poszczególnych klubów w mieście, różne były pomysły budowania silnej drużyny. Upadła idea połączenia Odry, Blachowianki, KS-u, Cisowej i KTS-u w jeden klub. Dziś Odry już nie ma, a najlepsze seniorskie zespoły z miasta grają w A klasie. W klubach pozostali pasjonaci, a po boiskach biegają zawodnicy, czerpiący większe korzyści z przyjemności samej gry niż z premii za wygrane mecze. Nie wszyscy fani futbolu z Kędzierzyna pogodzili się z tym. Nie interesowały ich mecze piłki nożnej w Koźlu czy Sławięcicach. Nadal byli kibicami klubu, którego nie było. - Nazwa i barwy klubowe to rzecz święta. Pozostaje się im wiernym na zawsze – mówi Krzysiek, jeden z „chemików”. Przez lata nie znalazł się w mieście nikt, kto podjąłby próby reaktywacji drużyny piłkarskiej w Kędzierzynie. W końcu zrobili to kibice. - Jesteśmy kibicami i mimo że drużyny nie ma, nadal jesteśmy wierni jej barwom. Mieliśmy dość pustych dyskusji o futbolu w naszym mieście i postanowiliśmy wziąć sprawy we własne ręce – mówił w 2006 roku „Gazecie Lokalnej” Adam Sadłowski, prezes powołanego do życia klubu. Fani wzięli sprawy w swoje ręce i drużyna przystąpiła do rozgrywek w C klasie. - Robiliśmy zbiórki, szukaliśmy sponsorów. Jest grupa osób, która co miesiąc płaci pieniądze na klub. Organizowane są też zbiórki na stadionie do puszek – wyjaśniają członkowie klubu. Fani Chemika, jak sami twierdzą, wyciągają nastolatków z bloków, żeby nie siedzieli po klatkach, nie pili w parkach. - Sport to zdrowie, a skoro nie każdy ma talent do uprawiania go, zawsze może realizować się na trybunach, organizując na przykład oprawy meczowe –dodaje Krzysiek. Wśród kibiców istnieje pewnego rodzaju hierarchia. Zależy ona między innymi od zaangażowania w pracę klubu, lat spędzonych na stadionie czy ilości meczów wyjazdowych. Prawdziwym kibicem jest ten, który żyje tym na co dzień, a nie ten, kto przyjdzie raz na miesiąc na mecz. Oprócz samej satysfakcji z bycia Chemikiem i wspierania swojej drużyny, kibice doświadczają wielu przykrych sytuacji. - Jesteśmy pojmowani jako bandyci. Walczymy z tym stereotypem, zapraszając ludzi na nasze mecze. Gdy gra nasza drużyna, na widowni można zobaczyć całe rodziny. Wtedy niektórzy zmieniają swoje myślenie – komentuje Tomek, jeden ze starszych kibiców. - Na meczu nie ma prawa nikomu stać się nic złego. Ludziom ciężko jest się do tego przekonać. Jeśli chcesz być aktywnym kibicem, idziesz do „młyna”. Jeśli nie - idziesz sobie usiąść na krzesełka. Tak zwanym „kibolem” może zostać prawie każdy. Nie liczy się ani wiek, ani płeć. W większości jest nimi młodzież w wieku 17-20 lat. Trafia się też młodsze rodzeństwo kibiców czy nawet ich dzieci. Na trybunach nie brakuje dziewczyn. Najczęściej są to żony lub dziewczyny piłkarzy i kibiców. Jest też stara gwardia, pamiętająca występy drużyny z Kędzierzyna-Koźla w trzeciej czy nawet drugiej lidze. O tym jednak, że szalikowcy Chemika są łagodnymi barankami, nie są przekonani fani innych piłkarskich drużyn. - Doping, jaki chłopaki tworzą w trakcie meczu B klasy, jest faktycznie niemożliwy. Gorzej z tym, jak się kibice Chemika zachowują na co dzień, a szczególnie podczas wyjazdów. Zadymy i bójki to ich żywioł – twierdzi kibic jednej z drużyn ekstraklasy, mieszkający w Kędzierzynie-Koźlu. Faktycznie, z oprawą spotkań z udziałem zespołu z Kędzierzyna-Koźla w województwie mogą się równać jedynie mecze pierwszoligowej Odry Opole. Race świetlne, ogromne flagi, transparenty i chóralne krzyki, tworzą piękne widowisko. Jeśli natomiast chodzi o „zadymy”, to - jak twierdzą „chemicy” - jeśli dochodzi do bójki, nigdy nie biorą w niej udziału osoby postronne. A jeśli ktoś nie ma nic wspólnego z daną sprawą, po prostu nie znajduje się w danym miejscu i czasie. Fani niebiesko-biało-czerwonych w nowym sezonie chcieliby awansu do A klasy, rozwinięcia sekcji juniorów i otwarcia sekcji trampkarzy, a przede wszystkim przeniesienia na stadion „Kuźniczka”. - Stadion jest dla ludzi. Jeśli i gracze, i kibice będą chcieli korzystać ze stadionu, ja nie mam nic przeciwko – uważa Zenona Kuś, kierownik stadionu „Kuźniczka”. Klub będzie zabiegał też o dotację z urzędu miasta. - Drużynę seniorską dalej będziemy utrzymywać sami i z pomocą sponsorów, ale tu chodzi o pieniądze na młodzież. Żeby nie musieli grać w dziurawych butach i mieli jak dojechać na mecz – mówią kibice.

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek
  • Brak komentarzy