Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu

- Mogło się urodzić zupełnie zdrowe dziecko, które by z nami spało, płakało, było w domu. Teraz nawet nie płacze bo jest w śpiączce – uważa Mateusz Kornak, ojciec dziewczynki. Do dramatycznego w skutkach porodu doszło 24 października na kozielskiej porodówce. Choć ciąża przebiegała prawidłowo Łucja po urodzeniu była w stanie ogólnym skrajnie ciężkim bez oznak życia. - Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo trudna sytuacja i ciężkie przeżycie dla rodziców. Dla nas również, bo gdzieś jest ta wściekłość, że czegoś się nie udało – przyznał Marek Staszewski, dyrektor SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu.

 

Mała Łucja cały czas jest w stanie zagrażającym życiu. Prawdopodobnie wygrała walkę ze śmiercią, ale nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie zdrowym dzieckiem.

Magdalena Wiśniewska i Mateusz Kornak mieszkają w Kędzierzynie-Koźlu u rodziców Magdy, tutaj też poznali się kilka lat temu. Jechali tym samym autobusem MZK. Mateusz wracał z jednostki wojskowej w Opolu, a Magda podróżowała ze swoja kuzynką. Między młodymi szybko zaiskrzyło i postanowili być razem. Zaplanowali ślub na przyszły rok.

 

- Bardzo chcieliśmy mieć dziecko i staraliśmy się o nie – opowiada Magda Wiśniewska.

Pierwszy raz udało jej się zajść w ciążę z Mateuszem w ubiegłym roku, ale niestety w październiku poroniła, była wtedy w ósmym tygodniu ciąży. Gdy na początku tego roku dowiedzieli się, że Magda znowu jest w stanie błogosławionym bardzo się ucieszyli. Chcieli mieć dziewczynkę.

- Miałem plany by pójść do wojska, ale gdy dowiedziałem się, że będę ojcem znalazłem sobie pracę na miejscu – wspomina Mateusz.

Cała ciąża przebiegała bardzo dobrze. Magda często chodziła do lekarza i dbała o siebie.

 

Pierwsze skurcze pojawiły się 23 października około godziny 22, a o 23 były już regularne. Magda na oddział trafiła około północy.

- Na izbie przyjęć wypełniłam papiery, przebrałam się i na spokojnie poszliśmy na odział porodowy, gdzie były dwie położne oraz lekarz rezydent, która po wypełnieniu dokumentów wykonała mi USG. Stwierdziła, że wód jest tak mało, że praktycznie nic nie widać, ale powiedziała, że wszystko jest w porządku, wiec na spokojnie przygotowywałam się do porodu. Spacerowałam, a w międzyczasie miałam wykonywane KTG sprawdzające tętno dziecka oraz skurcze. Tętno raz rosło raz malało, co się nie podobało pani doktor. Jedna położna mówiła, że tętno może być do 160 druga, że do 170 także nie wiedziałam kto ma w rację. Wciąż spacerowałam, w międzyczasie miałam wykonywane badanie ginekologiczne, aby stwierdzić postęp porodu, o godzinie 2 podano mi antybiotyk z racji tego, iż miałam dodatnie gbs – opowiada Magdalena Wiśniewska, która dodaje, że jej zdaniem antybiotyk powinna otrzymać zaraz po tym jak trafiła na porodówkę.

 

Rodzice twierdzą też, że o godz. 2.18 wykonali zdjęcia z odczytów KTG, na których widać, że podczas skurczu tętno dziecka gwałtownie spada. Według Magdaleny Wiśniewskiej około godziny 3 podczas badania KTG odeszły jej zielone wody płodowe z domieszką krwi.

- Uważam, że wtedy powinien mnie zbadać lekarz, który ma doświadczenie w zawodzie, a nie taki, który dopiero się uczy – mówi Magdalena Wiśniewska. – Widziałam, że to zaniepokoiło położne, ale stwierdziły, że nic się złego nie dzieje. Więc wciąż czekaliśmy na postęp. Chodziłam, narzeczony mi bardzo pomagał, później zostałam znowu poproszona na USG. Pani rezydent powiedziała, że teraz to już całkowicie nic nie widać po odpłynięciu wód płodowych i że ciężko jej cokolwiek zbadać. Powiedziała, że nie widzi pępowiny, ale przepływy są dobre – relacjonuje Magdalena Wiśniewska i dodaje, że wtedy też usłyszała, że prawdopodobnie będzie wykonane cesarskie cięcie.

 

Dyżur na oddziale pełniło dwóch lekarzy. Ten bardziej doświadczony Przemysław Karoń przebywał wtedy w dyżurce i spał, bo jak uważa, miał do tego pełne prawo, a nikt go nie obudził. W rozmowie z nami wytłumaczył, że dyżur nie jest pracą tylko gotowością do pracy i że każdy lekarz, który pełni dyżur w szpitalu może spać. I tak się dzieje w każdym szpitalu w Polsce na każdym dyżurze.

- Mamy specjalne miejsce do spania, przygotowaną pościel, którą salowe zmieniają, żebyśmy mieli w czym spać – przyznaje Przemysław Karoń.

To można zrozumieć. Lekarz powinien być wypoczęty, gdy nagle w środku nocy, musi podejmować decyzje i działania często decydujące o zdrowiu bądź życiu człowieka.

 

Dlaczego nikt nie obudził doktora? Kontaktowaliśmy się z lekarzem rezydentem, która wtedy również pełniła dyżur na oddziale, ale odmówiła rozmowy zasłaniając się tajemnicą lekarską. Wypowiedzi w sprawie sytuacji odmówiły też położne.

Zapytaliśmy doktora Karonia czy mogło dojść do sytuacji, że personel bał się go obudzić. Wyjaśnił, że wielokrotnie był budzony w środku nocy, jednak nigdy nie był nieprzyjemny dla pracowników oddziału.

 

– Dopiero o godzinie 6.10 zostałem poinformowany, że pacjentka jest w szpitalu i że odpłynęły zielone wody płodowe, a o godzinie 6.20 podjąłem decyzje o cięciu cesarskim. Wyniki badań były dopiero po godzinie 7, gdy ja już skończyłem dyżur – tłumaczy Przemysław Karoń, który zwraca też uwagę, że były problemy z pobieraniem krwi od pacjentki, co przesunęło w czasie cięcie cesarskie, a wyniki badań krwi są niezbędne przed wykonaniem zabiegu.

- Jeśli wcześniej wystąpił brak pulsu dziecka to nikt mnie o tym nie poinformował. Za opiekę nad kobietą rodzącą odpowiada położna, która przebywa na sali porodowej i ma odsłuchiwać tętno płodu co 15 minut – dodaje.

 

Cały tekst przeczytacie w aktualnym wydaniu Nowej Gazety Lokalnej (nr 41). Zapraszamy do punktów sprzedaży lub zakupu e-wydania.

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek

Skomentuj jako zarejestrowany użytkownik

Skomentuj jako gość

0
Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez administratora.
REGULAMIN SERWISU Lokalna24.pl.

Biorą udział w konwersacji

  • Gość - gonzor

    Szkoda, szkoda, szkoda....
    2 razy asystowałem małżonce, wszystko przebiegało sprawnie. Z całego serca współczuję rodzicom, rutyna zgubiła personel. Cień wątpliwości był, sygnały do niepokoju były, więc wystarczyło wykonać krok. Kij z tym, że szef będzie marudził od tego jest.
    Żal, żal, pozostał żal.

    Walczcie tak jak sztangista Bonk