Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu

- Trzecia płyta długogrająca pt. „Czwarty wymiar” - podobnie jak poprzednie nasze krążki - zawiera w swym tytule czas. Może nie dosłownie, lecz w nieco zawoalowanej formie, gdyż potocznie przyjęło się, że w układzie kartezjańskim czwartym wymiarem jest czas. Po sześciu latach istnienia grupy wydajemy trzeci longplay. Płyta dotyka życia, miłości - czasem nietrafionej, pyta o miłość i momentami rozdziera bólem. Nawiązuje do wiary w niezatapialność uczuć, śmieje się w twarz błądzącym we własnej mgle. Mówi o tym, że można kochać bez względu na wszystko i tęsknić za bezpowrotnym - opowiada Roman Wiktorek, lider wywodzącej się z naszego miasta grupy John Kentucky Band.

 

 

- Romku, ile to już lat na scenie?

- Sporo, bo wszystko z moim pierwszym zespołem zaczęło się jeszcze w latach 90. i trwało dobre dwa-trzy lata. Potem rozpoczął się etap pisania do szuflady. Z kolei w 2011 roku zrodził się pomysł, aby po raz ostatni spróbować ściągnąć gitarę z kołka. W pewien mroźny, śnieżny styczniowy wieczór oznajmiłem małżonce, że chciałbym wyciągnąć te piosenki z szuflady i sklecić jakiś zespół. Jak tym razem nie wyjdzie, to sobie dam spokój i nie będę już nic pisał. I tak właśnie w styczniu 2011 roku narodził się John Kentucky Band.

- I jak widać, od sześciu lat wszystko się kręci.


- Dokładnie. Trzon zespołu jest cały czas ten sam. Mam na myśli osoby, które decydują o kształcie naszej twórczości. Pewne niewielkie rotacje w składzie w ciągu tych sześciu lat zaszły, ale to jest normalne. Cały czas trzymamy się tej naszej americany. Raz skłaniamy się bardziej w stronę  rock & rolla, popu, innym razem folku lub country, choć u nas tego country jest w tym momencie już jak na lekarstwo.


- Waszym występom towarzyszyło na pewno mnóstwo pięknych wspomnień, przeżyć. Czy są też takie, które z uwagi na swoją wyjątkowość utkwiły ci jakoś szczególnie w pamięci?


- Bardziej wolałbym skupić się na tym, co dzieje się teraz, niż sięgać pamięcią do tego, co było 20 lat temu.  Ważne momenty to zapewne te, kiedy stawaliśmy się laureatami przeglądów lub konkursów w Mrągowie czy Grodkowie, ponieważ to buduje nasze portfolio, umacnia nas w tym, co robimy, i w drodze, którą sobie obraliśmy. Natomiast wśród tych kamieni milowych wymieniłbym obecność na pierwszej naszej płycie znanego jazzmana Janusza Yaniny Iwańskiego, który przez długi czas występował m.in. ze Stanisławem Sojką.  Spodobała mu się nasza twórczość i zaprosiłem go do studia. Zagrał i zaśpiewał w jednej naszej piosence. Uczynił też dużo dobrego dla naszego zespołu w sensie promocji, ponieważ jest on również dziennikarzem muzycznym. Kolejnym kamieniem milowym było zaproszenie do naszego teledysku pt.  „U Pana Boga w Kędzierzynie” Krzysztofa Dziermy, znanego aktora z filmu  „U Pana Boga za piecem” i „U Pana Boga w ogródku”, gdzie grał rolę proboszcza. W naszym teledysku również wcielił się w rolę księdza, na co oczywiście uzyskałem zgodę Jacka Bromskiego, który był scenarzystą i reżyserem tego filmu. Pamiętam, jak jechaliśmy wtedy aż za Białystok, żeby nagrać ujęcia z Krzyśkiem Dziermą. Wyszło świetnie. Odnotowaliśmy ponad 100 tysięcy indeksacji tego teledysku na samym Facebooku. Dodatkowo na YouTube ponad 10 tysięcy. Dodam tylko, że ten teledysk cały czas żyje swoim życiem w sieci. Natomiast trzeci kamień milowy to nasza zapowiedź koncertowa, która pojawia się przed każdym występem. Wykorzystujemy w niej głos Janusza Szydłowskiego, lektora, którego tysiące razy słyszeliśmy przy okazji oglądania różnych produkcji.

- Jaki jest obecny skład zespołu?

- Jest nas siedmioro: Diana Gabor (skrzypce), Alicja Asman (śpiew, chórki), Piotr Chmielowiec (gitary), Krzysztof Kabut (perkusja), Jarosław Malajka (bas), Łukasz Strzałka (instrumenty klawiszowe) i Roman Wiktorek, czyli moja skromna osoba (śpiew i gitara). Aczkolwiek nie zawsze gramy w pełnym składzie, bo nie każdy koncert tego wymaga. Na naszej stronie internetowej oraz na Fecebooku są dostępne zapisy wideo z naszych koncertów, wszystkie najświeższe informacje na nasz temat. Oprócz tego, że nagrywamy trzecią płytę, to w tym roku postanowiliśmy, że do wszystkich nowych piosenek, które powstają w naszej sali prób, będziemy we własnym zakresie nagrywać miniteledyski i zamieszczać je w sieci. Wszak kogo nie ma w sieci, ten muzycznie nie istnieje. Dlatego w tym roku udało nam się zamieścić już trzy takie wideoklipy. Mam nadzieję, że zdążymy z jeszcze jednym przed świętami, choć jesteśmy tak zaabsorbowani wydaniem trzeciej płyty, że być może będziemy to musieli przesunąć na styczeń bądź luty 2018 roku.

- Powiedz coś więcej na temat samego krążka.

- Płyta pt. „Czwarty wymiar” zawierać będzie 12 piosenek.  Przybliżę nieco ich charakter. Pierwszy utwór na płycie „Kolorowe sukienki” opowiada o ucieczce dwojga ludzi w bezpieczną przystań, w której wszystko gra (dosłownie i w przenośni). Wtuleni w siebie w ciemnym kinie przechodzą w inny, bezpieczny wymiar, trwając przy tym w naiwności, że tak już będzie zawsze. Taki zabawkowy świat, a jednak realny. Piosenka „Pomarańcze” to początkowo uwypuklenie nietrafionej miłości, która trwa tylko dlatego, że lęk przed zmianą jest silniejszy niż logiczne myślenie. Potem jednak dziewczyna uświadamia sobie, że musi zacząć żyć tak, jak dyktuje jej serce. Rzuca wszystko i idzie swoją drogą. W konsekwencji poznaje tego wymarzonego, z którym tworzy szczęśliwą rzeczywistość. Utwór „Będę biec” nawiązuje do ekranu, na którym wyświetlają się slajdy z życia. Mówi o analizie swoich błędów i chęci poprawienia tego, co jeszcze można zmienić. Na co jeszcze pozwala czas. Pokazany jest ciężar codzienności, który łatwiej dźwigać we dwoje...

 

Cały wywiad można przeczytać w "Nowej Gazecie Lokalnej" z 10.10.2017 (kup e-wydanie)

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek

Skomentuj jako zarejestrowany użytkownik

Skomentuj jako gość

0
Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez administratora.
REGULAMIN SERWISU Lokalna24.pl.
  • Brak komentarzy