Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu

Ponad półtora wieku temu we wsi Dzielnica doszło do niezwykłego wydarzenia. Do drzwi chałupy, w której mieszkał Mateusz Morawietz, zapukali zbłąkani wędrowcy. Była to trzyosobowa rodzina, która podróżowała do Koźla. Goście poprosili o schronienie. To spotkanie zmieniło życie Mateusza i jego bliskich.

 

Na poboczu wsi Dzielnica (gmina Cisek) mieszkała rodzina Morawietz. Mateusz z żoną i dwójką dzieci. Posiadali trzy hektary pola i zagrodę, w której hodowali kury, kaczki i kilka świń, przede wszystkim na swoje potrzeby. Mateusz pracował w folwarku pana von Reibnitz w Łanach. Natomiast w wolnych chwilach zajmował się swoim małym gospodarstwem oraz rodziną, która była dla niego największym szczęściem.

Pewnego zimowego poranka w styczniu 1858 roku wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło losy rodziny Morawietz. Do drzwi chałupy, w której mieszkał Mateusz Morawietz, zapukali goście, zbłąkani wędrowcy. Była to trzyosobowa rodzina, która podróżowała do Koźla. Zapytali właściciela, czy mogą się na chwilę u niego zatrzymać i ogrzać, gdyż podróżują z dwuletnim synem i nie chcieliby, aby w taki mróz coś mu się stało. Oczywiście właściciel zaprosił ich do środka. Pobiegł po drewno, aby podłożyć ogień w kominku, by gościom jak najszybciej było przyjemnie i ciepło. Najbardziej szkoda mu było chłopca, który musiał podróżować w taki ziąb razem z rodzicami. Ugościł przybyszów tak, jak nakazywała tradycja – czym chata bogata. Żona Mateusza przygotowała poczęstunek. Mimo iż sami nie mieli wiele, podzielili się nawet pysznymi wędlinami, które Mateusz sam przyrządzał.

Czas z gośćmi upływał bardzo sympatycznie i rozmowa stawała się prawdziwą przyjemnością. W pewnej chwili goście poprosili Mateusza, aby popilnował im syna, gdyż oni muszą udać się do Koźla załatwić urzędową sprawę.

Mateusz zgodził się bez wahania, ponieważ do Koźla pozostało jeszcze prawie dwadzieścia kilometrów, które będzie łatwiej i szybciej pokonać bez dziecka. Sprawa w urzędzie polegała na dostarczeniu brakujących dokumentów w postępowaniu spadkowym. Mateusz popatrzył na śpiącego malca i pomyślał, że zaopiekują się chłopcem z żoną i dziećmi. Małżeństwo umówiło się z nim, że po kilku godzinach, najpóźniej pod wieczór, wrócą po syna.

Niestety, tak się nie stało. Wieczorową porą nikt nie zapukał do drzwi i Mateusz zaczął się niepokoić. Wmawiał sobie, że może coś pilnie zatrzymało rodzinę i dlatego się spóźniają. Nazajutrz fakt podrzucenia dziecka zgłosił sołtysowi i urzędnikowi policyjnemu w Łanach. Rozpoczęły się poszukiwania, w które zaangażowane były wszystkie służby. Policja i żandarmeria wojskowa przeczesały okolicę, lecz ślad po przemiłym małżeństwie zaginął. Na domiar złego Mateusz uświadomił sobie, że jego goście się nie przedstawili, a on nawet nie wypytał, w jakiej miejscowości mieszkają. Po sprawdzeniu okazało się, że żadna osoba o podanym rysopisie nie zjawiła się w urzędzie. Trop kozielski okazał się fałszywy.

Pod koniec miesiąca starosta powiatowy w Koźlu opublikował obwieszczenie i zarządził poszukiwania małżeństwa. Po kilku miesiącach bezskutecznych poszukiwań niebieskooki blondynek przyzwyczaił się do nowych rodziców i został całkowicie zaakceptowany przez sąsiadów i swoich rówieśników. Po kilku latach już nikt nie pamiętał historii o pochodzeniu malca. Dziś rodzina Morawietz już w Dzielnicy nie mieszka. Nie są również znane dalsze jej losy. Najważniejsze jest to, że gościnność Mateusza została nagrodzona bezkresną miłością dziecka, które wychowywało się w kochającej rodzinie.

 

Czy tak wyglądał dom rodziny Morawietz? Na zdjęciu śląska chata z XIX wieku. Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Powiatowego w Nysie.

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek

Biorą udział w konwersacji

  • Gość - piotr

    Witam, Panie Robercie dom zapewne wyglądał inaczej są zapiski iż w tamtym czasie domy kryte były już dachówką. Na Śląsku.
    Historia bardzo ciekawa, proponuję dalsze zagłębienie w fakty. Zaczął bym od przeszukania ksiąg kościelnych być może tam są informacje o losach członków rodziny. Wesela, chrzty śluby. O ile takie jeszcze księgi istnieją. Czekam na rozwój sytuacji. Pozdrawiam.