Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu

Mija trzynaście lat od momentu, kiedy zespół TSA wydał swój ostatni album pt. „Proceder”. I choć fani od lat dopytują o kolejną płytę, do dziś nie otrzymali satysfakcjonującej odpowiedzi, kiedy to nastąpi. Niejako na pocieszenie mogą posłuchać formacji Opiłki, którą współtworzy Marek Kapłon z TSA. Debiutancki krążek grupy pt. „Eurarium” właśnie trafił do sprzedaży, a nam legendarny perkusista opowiedział o swoich zespołach, muzyce i związkach z Kędzierzynem-Koźlem.

 

 

– Na początek gratulacje, podwójne. Pierwsze za debiutancką płytę Opiłków...

– Wielkie dzięki, a za co drugie?

– Za niewątpliwy sukces TSA. Tyle lat bez nowego kawałka, a mimo to pełne sale na koncertach. To naprawdę fenomen. Macie duży kredyt zaufania u fanów, ale zdajesz sobie sprawę, że ich cierpliwość może się kiedyś skończyć?

– To drażliwy temat, którego ogarnięcie wymagałoby włożenia kija w mrowisko, czym nie jestem zainteresowany. Faktem jest, że naszym fanom od dawna należała się kolejna płyta. Po 13 latach oczekiwania nic sensownego na ten temat nie możemy im powiedzieć. Dlatego TSA powinno pochylić z pokorą głowę i przemilczeć temat. Albo zewrzeć szyki i bez niepotrzebnego zadęcia zrobić wszystkim niespodziankę, wydać coś nowego.

– Cofnijmy się w czasie o 30 lat. Cotygodniowe jam session w opolskim WDK-u. Pojawiali się tam muzycy z całej Opolszczyzny, a wśród nich muzyk z Kędzierzyna-Koźla. Wiesz o kim mówię?

– Oczywiście, Marek Raduli! Wcześniej uczęszczaliśmy do tego samego profesora klasy perkusji opolskiej szkoły muzycznej. Z Markiem lubiliśmy się od samego początku. W pewnym momencie stwierdził, że bębny są OK, ale tak naprawdę kręci go gitara. I nie znam innego człowieka, który z taką premedytacją i konsekwencją zaczął zgłębiać tajniki nowego instrumentu. Czy wiesz, że Marek do nauki gry na gitarze wygospodarował sobie miejsce... w szafce pod zlewem kuchennym? Tego miejsca starczało dla Marka i dla jego przyjaciela Krzysia Gabłońskiego. Wczołgiwali się tam z gitarami i ćwiczyli zapamiętale.

– W Wikipedii jest napisane, że Raduli grał w pierwszym składzie TSA na perkusji. Czyli to ty go wygryzłeś ze składu?

– Też kiedyś taka informacja do mnie dotarła. Od razu chwyciłem za telefon, żeby w bezpośredniej rozmowie wyjaśnić nieporozumienie. Marek tłumaczył, że został źle zrozumiany przez dziennikarza, który przeprowadzał z nim wywiad. A sytuacja wyglądała tak: w 1980 roku, kiedy TSA było zwykłym amatorskim zespołem, graliśmy imprezę w klubie kolejowym na dworcu głównym w Kędzierzynie-Koźlu. W trakcie przerwy podszedł do mnie i poprosił, abym wpuścił go za bębny na jeden numer. Na widowni była laska, której chciał zaimponować. Oczywiście nie odmówiłem. Marek zagrał numer Cream, dokładając krótkie open solo. I tyle. Wydaje mi się, że to zbyt mało, aby na tej podstawie snuć tak daleko idące teorie.

– Miałeś styczność z innymi muzykami z Kędzierzyna-Koźla?

– Opolszczyznę zawsze zamieszkiwała masa uzdolnionych muzycznie ludzi. W latach siedemdziesiątych rządziły dwie grupy muzyczne: Makyo z Grodkowa i Pex 75 z Kędzierzyna-Koźla. To byli starsi koledzy, którzy potrafili zdecydowanie więcej ugrać od nas, dopiero rozpoczynających przygodę z muzyką. Wtedy poznałem pianistę Piotrka Skrzypca, basistę Wieśka Kwintę, perkusistę Przemka Niemca i właśnie Marka Radulego, który jeszcze do końca nie wiedział, kim chce być – perkusistą czy gitarzystą.

– Z Radulim graliście razem w zespole Banda i Wanda.

– I to za jego namową, po odejściu z TSA, trafiłem do Bandy i Wandy. I choć nie był to zespół tak utytułowany jak TSA, to lata wspólnego grania wspominam z dużym sentymentem. To była grupa ambitnych ludzi, indywidualnie i zespołowo pracująca zdecydowanie ciężej niż inne zespoły, w których grałem. To był czas pracy i rozwoju, szacunku i punktualności, o które w tamtych czasach było naprawdę trudno.

Tuż po rozwiązaniu Bandy i Wandy, dzięki uprzejmości Wieśka Kwinty, znalazłem miejsce do ćwiczenia w Domu Kultury „Lech” w Blachowni. Pięć razy w tygodniu przyjeżdżałem pociągiem z Opola do Kędzierzyna i autobusem do Blachowni, aby w transformatorowni móc poćwiczyć kilka godzin na bębnach. Próbowaliśmy nawet założyć nowy zespół, ale temat upadł w chwili, kiedy zaproponowano mi pracę w Dżemie, a takiej okazji nie mogłem odpuścić.

A później, przy różnych okazjach, spotykałem kolejnych zdolnych ludzi z Kędzierzyna: Zbyszka Krebsa z zespołem Chemia, Tomka Ciastko przy okazji wyjazdu do Chicago czy Kazika Pabiasza, z którym przez półtora roku grywałem w zespole Old Breakout.

– Kiedy ruszacie w trasę?

- Od września startujemy z koncertami klubowymi. Liczyłem na koncert w kozielskim „Tunelu”, ale dotarła do mnie wiadomość, że klub już nie funkcjonuje. Szkoda, bo to bardzo zacne miejsce było.

Liczę, że życie nie znosi pustki i w miejsce „Tunelu” powstało inne, równie profesjonalne miejsce. Jeśli tak, dajcie nam znać, a na pewno przyjedziemy was odwiedzić.

 

Cały wywiad przeczytacie w "Nowej Gazecie Lokalnej" (nr 27) czytaj e-wydanie

Foto: Wojciech Pusz

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek

Skomentuj jako zarejestrowany użytkownik

Skomentuj jako gość

0
Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez administratora.
REGULAMIN SERWISU Lokalna24.pl.
  • Brak komentarzy