Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu

W wyborach parlamentarnych zebrał najwięcej, bo 25 508 głosów w okręgu nr 53, obejmującym powiaty: strzelecki, krapkowicki, oleski, głubczycki oraz kędzierzyńsko-kozielski. I wygrał. O planach, najważniejszych sprawach do załatwienia w kraju i w mieście rozmawiamy z dr. Grzegorzem Peczkisem z Prawa i Sprawiedliwości, wybranym na senatora Rzeczypospolitej Polskiej.

 

- Jest pan zaskoczony osobistym wynikiem w wyborach?

- To nie było aż tak oczywiste, ale startując w wyborach, liczyłem na sukces. Inaczej byłoby to bez sensu. Emocje wynikają raczej z tego, że jako człowiek świadomy, zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka mnie czeka.

- Jesteśmy po wyborach?

- Nastąpił ten moment. Mamy pełnię władzy, jest to komfort, ale zarazem odpowiedzialność. Nie będzie dyskusji, że ktoś coś nam uniemożliwił lub nie pozwolił.

- Po raz drugi został pan wybrany w jednomandatowym okręgu wyborczym.

- Zaskoczyła mnie polska specyfika JOW-ów. Okazało się w moim przypadku, że bez nadętej kampanii i bez milionów można osiągnąć dobry wynik. Ale jest to w dużej mierze zasługa ogólnopolskiej kampanii przeprowadzonej przez nasze ugrupowanie. Pomógł nam również konkurent, popełniając szereg błędów, szczególnie wizerunkowych.

- Grzegorz Peczkis startujący bez szyldu Prawa i Sprawiedliwości osiągnąłby podobny sukces?

- Grzegorz Peczkis startujący z anonimowego ugrupowania nie miałby tutaj szans. Grzegorz Peczkis pozbawiony przeszłości związanej z działalnością ojca Zbigniewa również. Bez pięcioletniej obecności w radzie miasta, w której mogłem upominać się o tzw. wartości podstawowe, co przez niektórych określane było awanturnictwem, jak w przypadku sesji poświęconej przyznaniu honorów zasłużonym dla miasta, nie miałbym szans. Te wszystkie elementy poskładane w całość przyczyniły się do osiągnięcia tak dobrego wyniku.

- Pana kampania wyborcza wyglądała dość skromnie.

- Kampanii nie robi się w kilka dni, byłem obecny wśród wyborców od wielu lat. Tego nie da się przełożyć na potężny billboard z twarzą i logo partii. Teoretyczny limit finansowy, z jakiego mogłem korzystać, to 40 000 zł. Wydałem 2300 zł. Z innej strony patrząc na obecność reklam wyborczych wielu kandydatów w przestrzeni publicznej, trudno uwierzyć, że część z nich zmieściła się w obowiązujących limitach.

- Jakie są najważniejsze sprawy do załatwienia w kraju?

- Najlepiej byłoby się zabrać za wszystko, ale po prostu tak się nie da. Natychmiastowego działania wymaga sytuacja w służbach specjalnych. Weryfikacja poprawności ich funkcjonowania jest potrzebna do zdrowego rozwoju kraju. Są pewne patologiczne sytuacje w dużych spółkach skarbu państwa. Zamówienia publiczne również budzą wiele wątpliwości. Przykładem może być zakup pociągów Pendolino czy francuskich śmigłowców dla polskiej armii, mimo że w kraju są warunki do produkcji podobnych jakościowo produktów...

 

Cały artykuł przeczytają Państwo w najnowszym wydaniu „Lokalnej” (nr 43.) Zapraszamy do kiosku i zakupu e-wydania.

 

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek
  • Brak komentarzy